

Najbliższym...
Niech te słowa będą dla Was niczym leśna ścieżka — niech prowadzą ku skupieniu i pojednaniu, tak z naturą, jak i z samym sobą. Życzę Wam starych drzew, kojących wrzosowisk, polan pełnych słońca i obfitości rodzinnego ciepła. To czytane słowo powstało z myślą o Was i Waszych bliskich; nie jest doskonałe, lecz jeśli pozwoli Wam choć na chwilę zapomnieć o codziennych troskach, spełni swój najcichszy zamiar.
Niech wiatr przyjmie Wasze modlitwy i błogosławieństwa, by serca stały się lżejsze niż pióro.
Konrad
EPILOG HISTORYCZNY
„Lemiesz i róża” to – po „Bagnecie i naparstku” – druga część dylogii rodzinnej. Sercem pierwszej opowieści były losy mej prapraprababki, Marii Mierzwińskiej z Rutkowskich oraz historia Kosteckich h. Leszczyc. W „Lemieszu i róży” głównym bohaterem staje się mój praprapradziad, Tomasz Danielewicz h. Rola, a sam tytuł książeczki odnosi się właśnie do owego herbu, co ma białą różę otoczoną trzema żelaznymi lemieszami na czerwonym polu. Połączenie lemiesza (czyli dolnej części pługa) oraz białej róży, było w owych czasach symbolem ziemi i pracowitości – niewinności i umiarkowania. Jak pisał Jan Długosz w Insignia seu clenodia Regis et Regni Poloniae, „były to rody mężów prostych i gustujących w umiarze.”
Tomasz Danielewicz (1799, Kurowice w Kotlinach – po 1854) wywodził się z rodziny o głębokich tradycjach, której korzenie sięgały dawnych bojarów litewsko-ruskich. Danielewiczowie pojawiają się w źródłach już w XIV i XV wieku, a herb Rola, którym od pokoleń się posługiwali, został przez ich przodków adoptowany na mocy Unii Horodelskiej w 1413 roku. Wśród antenatów rodu znajdujemy dworzanina królewskiego Michała Danilewicza, łuckiego sędziego grodzkiego Grzegorza Danilewicza oraz siedemnastowiecznego właściciela dóbr w Trockiem, Aleksandra Danielewicza. Ich wielowiekowa obecność na pograniczach ziem litewskich, ruskich i polskich uformowała rodzinę o charakterze typowym dla średniej szlachty urzędniczo-ziemiańskiej.
Rok 1799, w którym przyszedł na świat Tomasz, przypadał na czas gwałtownego przełomu: upadła już dawna Rzeczpospolita, a na ziemiach piotrkowskich umacniała się pruska administracja, z jej nowymi mechanizmami kontroli, rejestracji i nadzoru. Jego ojciec, Józef Danielewicz, był instygatorem Trybunału Koronnego Piotrkowskiego, a matka, Maryanna z Lewandowskich, pochodziła ze szlacheckiej rodziny lokalnej. Dom, w którym dorastał Tomasz, łączył tradycję urzędniczej kultury prawnej z praktycznym życiem prowincjonalnej szlachty. Po śmierci Józefa w 1824 roku rodzina przeszła przemianę — synowie, pozbawieni dawnego statusu i możliwości awansu w strukturach Rzeczypospolitej, podejmowali funkcje praktyczne: leśne, gospodarcze, administracyjne. Tomasz związał się ze służbą leśną jako strażnik lasów państwowych, a jego starszy brat Walenty sprawował urząd nadleśnego rządowego.
Służba ta, choć cicha i pozornie prowincjonalna, wymagała szerokich kompetencji: nadzoru nad drzewostanem, kontrolowania wyrębu, współpracy z potażarniami i wytwórniami smoły, a także czujności w sprawach kłusownictwa. W rejonie Smulska, Żeronic i Boleszczyna Tomasz pełnił funkcję łącznika pomiędzy władzą a lokalnymi społecznościami. Konflikty o miedze, granice, zwózkę drewna czy prawo do opału rozstrzygano często w jego obecności — w kancelarii, przy stole w karczmie, nierzadko w terenie, wprost na skraju lasu. Strażnik miał być równocześnie urzędnikiem, mediatorem i gospodarzem powierzonych mu ziem. Na tę codzienną pracę nakładała się jednak zmienna i niepewna sytuacja polityczna. Powstanie listopadowe (1830–1831), a potem lata nasilonych represji, zwiększyły presję administracyjną i spowodowały, że biurko strażnika zapełniło się okólnikami, obwieszczeniami i kontrolami. Życie rodzinne toczyło się więc w cieniu wydarzeń, które raz po raz naruszały delikatną równowagę między tradycją a koniecznością przetrwania.
Małżeństwa zawierane przez dzieci Józefa świadczą o wciąż żywej sieci lokalnych powiązań: Danielewiczowie łączyli się z Lewandowskimi, Markowskimi i Oyrzanowskimi h. Junosza, a potem Kosteckimi h. Leszczyc, tworząc krąg rodzin wspierających się w świecie dynamicznie zmieniających się struktur politycznych i gospodarczych.
Tomasz założył rodzinę z Apolonią Scholastyką Oyrzanowską h. Junosza (1803–†?), wywodzącą się z rodziny średnioszlacheckiej, zakorzenionej od pokoleń w okolicznych dobrach ziemskich. Genealogia Oyrzanowskich sięga co najmniej XVI wieku. W aktach ziemskich piotrkowskich pod rokiem 1589 zapisano, że Jakub Junosza Oyrzanowski darował wszystkie swe dobra w majątku Sangrodź Janowi, Andrzejowi i Krzysztofowi w spadku na współwłasność. W 1594 r. Anna z Trepków, wdowa po Janie, synu Jakuba, przekazała swoim synom — Stanisławowi, Wojciechowi, Mikołajowi i Hieronimowi — dobra Sangrodź i Ojrzanów posiadane prawem posagowym i dożywociem. Stanisław Oyrzanowski h. Junosza, żonaty w 1594 roku z Anną Jaroszewską, miał syna Mikołaja, który w 1702 roku ożenił się z Katarzyną Wieniawską h. Wieniawa. Byli oni rodzicami Świętosława Oyrzanowskiego, żonatego z Ewą z Pągowskich h. Pobóg, którego syn Konstanty Oyrzanowski (*1743–†1828) został ojcem Apolonii Scholastyki. Dzięki tej wielopokoleniowej ciągłości Apolonia wnosiła do małżeństwa z Tomaszem Danielewiczem tradycję ziemiańsko-szlachecką, zakorzenioną w lokalnym krajobrazie i strukturach władzy.
Małżonkowie mieli liczne potomstwo, z którego część — zgodnie z realiami XIX wieku — zmarła w bardzo wczesnym dzieciństwie: Piotr Felicyan (1828–†?), Antoni Filip (1833–1834) i Antoni Szczepan (1836–1839). Inne dzieci dożyły dorosłości lub zmarły później: Michalina Maryanna (ur. 1831), Roman Aleksander (ur. 1840) oraz najmłodsza Łucja (1849–1890).
Najbardziej wyróżnił się syn średni, Piotr Apolinary (7 VII 1835 – 20 IV 1915), który, wychowany pomiędzy kartotekami leśnymi, raportami i realiami wsi nadleśnej, wyrósł na człowieka o duszy przedsiębiorczej. Osiadł w Sieradzu, gdzie uzyskał znaczną pozycję społeczną jako przedstawiciel nowego, mieszczańsko-przemysłowego porządku.
Piotr Apolinary ożenił się z Celestyną Czałczyńską z Jungmannów, mieszczańskiej rodziny z Warszawy (1856–1909), z którą miał ośmioro dzieci. Jednym z nich był Czesław Leon Danielewicz (15 IV 1885 Warka – 2 XII 1953 Włoszanowo), który poślubił Janinę Marię Kostecką, moją prababkę — wnuczkę Marii Mierzwińskiej, bohaterki pierwszej części dylogii Bagnet i naparstek.
Czesław, urodzony w Warce, kształcił się w Radomiu, a następnie na Wydziale Rolniczym Politechniki w Pradze. Po powrocie do kraju podjął pracę w hodowli roślin, kolejno w przedsiębiorstwach „Udycz” i „Granum”, a od 1925 roku kierował Stacją Hodowli Roślin „Siew” we Włoszanowie. Był pionierem nowych metod hodowli roślin, wprowadzając metody miczurinowskie, a jego praca obejmowała opracowanie odmian zbóż i ziemniaków o wysokiej wartości użytkowej. Za zasługi w dziedzinie hodowli roślin został dwukrotnie odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz nagrodą państwową w 1952 roku. Czesław Danielewicz współpracował z dr nauk przyrodniczych Edwardem Kosteckim, tworząc silne więzi rodzinne i zawodowe.
W ten sposób splótł się los dwóch rodzin: Danielewiczów o tradycji urzędniczo-leśnej i Kosteckich herbu Leszczyc, reprezentujących nurt inteligencko-patriotyczny II połowy XIX wieku — środowiska, które łączyło pamięć o powstańczych poświęceniach z dążeniem do modernizacji, pracy zawodowej i kultywowania kultury i nauki polskiej w realiach zaborów. Dzieje Tomasza, strażnika lasów państwowych, stały się więc początkiem nowej gałęzi, która w kolejnych pokoleniach przeszła od życia przy skraju puszcz do przestrzeni miejskiej, zawodowej i intelektualnej, niczym subtelne splecenie lemiesza i róży, gdzie praca na roli, służba ziemi i siła codziennego trudu łączyły się z delikatnością nauki i kultury, książki i edukacji.
Nie znamy dokładnej daty śmierci Apolonii, a ostatnim pewnym śladem życia Tomasza pozostaje legitymacja szlachecka z 1854 roku. Ten pojedynczy dokument, podpisany w cieniu kończącej się epoki, zamyka znaną nam biografię człowieka, który – jak wierzę – odszedł spokojnie na łonie swojej ukochanej przyrody, wśród szeptu drzew i szelestu liści, scalając się z rytmem lasu.
Konrad J. Piwowarczyk