top of page

Bywa, że kiedy cierpię (gr. πάσχω), kiedy przywiązanie do drugiego człowieka przeradza się w namiętność (gr. πάθος), a sympatia (gr. συμπάθεια) — w ową szczególną bliskość, która każe cudzą obecność odczuwać jak dar, a jej nieobecność jak ubytek; kiedy myśl o stracie przybiera kształt żałoby (gr. πένθος), a doznana krzywda stawia przede mną najtrudniejsze pytanie o możliwość przebaczenia (gr. συγχώρεση) — wtedy, niemal odruchowo, zwracam się ku słowom. Po pociechę i po wsparcie, bo język bywa starszy i mądrzejszy od tych, którzy się nim posługują, i pamięta nieraz to, czego człowiek, pozostawiony samemu sobie, nie umie już ani zrozumieć, ani nazwać.

 

Pytam więc słowa o ich przeszłość: o znaczenia zatarte przez wieki, o pokrewieństwa, których przestaliśmy być świadomi, o ślady dawnych doświadczeń zachowane w ich brzmieniu i budowie. Im głębiej bowiem człowiek doświadcza własnych uczuć, tym silniejsza staje się pokusa, by sprawdzić, czy język nie doświadczył ich przed nim — i czy w swojej wielowiekowej pamięci nie zachował o nich czegoś, czego my sami nie umiemy już nazwać.

Zastanawiam się dziś nad osobliwą bliskością dwóch polskich słów: cierpienia i cierpliwości. Współczesna intuicja językowa umieszcza je w różnych porządkach. Cierpienie nazywa doświadczenie bólu; cierpliwość — cnotę trwania, powściągliwości i zgody na czas. A jednak ich pokrewieństwo nie jest przypadkowe. Dawne znaczenie czasownika cierpieć obejmowało nie tylko doznawanie bólu, lecz także znoszenie, wytrzymywanie, tolerowanie tego, czego nie można natychmiast usunąć. Mówimy dziś "nie cierpię tego" mając na myśli po prostu "nie znoszę". Cierpliwy był zatem pierwotnie nie tyle ten, kto potrafił spokojnie czekać, ile ten, kto potrafił znieść. Współczesny język rozdzielił te znaczenia, lecz etymologia zachowała pamięć ich dawnej jedności: cierpienie jest tym, co się znosi; cierpliwość — zdolnością, dzięki której można to znieść.

Zacząłem się więc zastanawiać, jak wytłumaczyć tę szczególną bliskość owych słów... Grekowi. Czy greka zna podobny przypadek? Taki, w którym dwa pojęcia, dzisiaj pozornie odległe, okazują się na głębszym poziomie języka wyrastać ze wspólnego doświadczenia? Odpowiedź pojawia się niemal natychmiast i prowadzi do jednej z najważniejszych rodzin pojęciowych greckiej kultury: πάσχω (páschō) i πάθος (páthos).

Współczesne πάσχω oznacza cierpieć, chorować, doświadczać dolegliwości; πάθος natomiast — namiętność, pasję, uczucie o szczególnej intensywności. Dzisiejszemu użytkownikowi języka mogą wydawać się odległe, historycznie należą jednak do tej samej przestrzeni znaczeniowej. Greckie πάθος było przede wszystkim tym, czego człowiek doznaje — zdarzeniem lub stanem, który mu się przydarza i wobec którego pozostaje on w pewnym sensie bierny. Właśnie tutaj kryje się sens głębszy niż prosta ciekawostka etymologiczna. Greka zachowała bowiem w pojęciu namiętności pamięć o tym, że istnieją doświadczenia, których nie tyle jesteśmy autorami, ile stajemy się ich przedmiotem. Namiętność nie jest wyłącznie czymś, co człowiek „ma”. Jest również czymś, co dzieje się z człowiekiem.

Droga od πάσχω (doznaję) przez πάθος (to, czego doznaję), aż do współczesnego πάθος (namiętność) odsłania więc szczególną antropologię ukrytą w języku. To, co najsilniej czujemy, podważa naszą autonomię. Człowiek ogarnięty namiętnością nie pozostaje wobec niej całkowicie suwerenny. W tym sensie greckie πάθος przechowuje coś, co współczesne rozumienie „pasji” niemal zgubiło: namiętność jest formą podlegania. Nie tylko kieruję uczucie ku czemuś; również ono działa na mnie, przemienia mnie, a czasem zadaje mi cierpienie.

Ten sam rdzeń pobrzmiewa w συμπάθεια (sympátheia). Syn- oznacza współuczestnictwo, páthos — doznanie. Zanim sympatia stała się łagodnym określeniem życzliwości czy upodobania, jej semantyczne jądro wskazywało na współodczuwanie: możliwość uczestniczenia w tym, czego doświadcza drugi człowiek. Język sugeruje tu rzecz zasadniczą — że prawdziwe zbliżenie do drugiego nie polega wyłącznie na jego rozumieniu, lecz na dopuszczeniu, aby jego doświadczenie w pewnej mierze stało się również naszym.

Jeszcze bardziej przejmujące jest sąsiedztwo πάθος - namiętności i πένθος - żałoby. Ich głębokie historyczne pokrewieństwo prowadzi ku intuicji starszej niż współczesne rozgraniczenia słownikowe: silne przywiązanie i ból utraty nie należą do dwóch całkowicie obcych porządków ludzkiego doświadczenia. Są raczej dwiema możliwościami wynikającymi z tego samego faktu — z naszej zdolności do poddania się temu, co dla nas ważne. Żałoba jest możliwa dlatego, że wcześniej coś mogło mieć nad nami władzę. Być może dlatego język potrafi pamiętać powinowactwa, o których świadomość wolałaby czasem zapomnieć.

Greka przynosi jednak jeszcze jedną metaforę, dla mnie szczególnie piękną. Jest nią συγχωρώ (synchoró) — wybaczam — oraz συγχώρεση (synchóresi) — przebaczenie. Historyczne συγχωρέω wiąże się z χωρέω: ustępować, pomieścić, dopuścić, zrobić przestrzeń. W jego historii semantycznej odnajdujemy znaczenia zgody, przyzwolenia i ustąpienia. Nie należy z tego tworzyć naiwnej etymologii, według której przebaczenie dosłownie znaczy „zrobić komuś miejsce”. A jednak język pozwala tę metaforę usłyszeć — i właśnie jako metafora okazuje się ona niezwykle precyzyjna.

Przebaczyć komuś to ponownie dopuścić możliwość jego obecności. Nie oznacza to unieważnić krzywdę. Nie oznacza zapomnieć ani uznać, że to, co się wydarzyło, przestało mieć znaczenie. Przebaczenie może być czymś znacznie trudniejszym: odmową ostatecznego utożsamienia człowieka z krzywdą, którą wyrządził. Jest decyzją, by nie wypchnąć go bezpowrotnie poza granice przestrzeni, w której może jeszcze istnieć wobec nas jako człowiek.

I w tym miejscu polszczyzna oraz greka niespodziewanie zaczynają ze sobą rozmawiać. Polska cierpliwość zachowuje pamięć o znoszeniu, grecka συγχώρεση — o ustępowaniu i dopuszczaniu. Pierwsza organizuje doświadczenie w czasie, druga pozwala pomyśleć o nim w przestrzeni. Cierpliwość mówi: wytrzymaj czas, którego nie możesz przyspieszyć. Przebaczenie mówi: pozostaw przestrzeń, której nie musisz zamykać.

Być może właśnie dlatego etymologia bywa czymś więcej niż archeologią słów. Język przechowuje dawne intuicje antropologiczne długo po tym, gdy przestajemy być ich świadomi. I czasem wystarczy zajrzeć pod powierzchnię dwóch zwyczajnych słów, aby odkryć myśl zaskakująco spójną: że bliskość wystawia człowieka na cierpienie, cierpienie wymaga cierpliwości, a przebaczenie — przestrzeni. Żeby nie utracić drugiego człowieka pośród krzywdy, potrzeba niekiedy obu: czasu, który potrafimy znieść, i miejsca, którego potrafimy mu nie odebrać.

Te piosenki zrodziły się z namiętności i sympatii, z bólu utraty i z żałoby, ale także z piękna, które po nich pozostało. Pomagają mi dojrzewać do przebaczenia i uczą cierpliwości wobec tego, czego czas jeszcze we mnie nie uleczył.

Υπάρχουν στιγμές που, όταν πάσχω, όταν η προσήλωσή μου σ’ έναν άλλον άνθρωπο γίνεται πάθος, και η συμπάθεια μεταμορφώνεται σε εκείνη την παράξενη εγγύτητα που μας κάνει να νιώθουμε την παρουσία του άλλου ως δώρο και την απουσία του ως απώλεια ενός μέρους του εαυτού μας· όταν η σκέψη της απώλειας αρχίζει να παίρνει τη μορφή πένθους, και η πληγή που μας άφησε ο άλλος μας φέρνει αντιμέτωπους με ένα από τα δυσκολότερα ερωτήματα — αν είμαστε ακόμη ικανοί για συγχώρεση — τότε, σχεδόν ενστικτωδώς, στρέφομαι στις λέξεις. Για παρηγοριά και για στήριγμα. Γιατί η γλώσσα είναι κάποτε αρχαιότερη και σοφότερη από εκείνους που τη μιλούν· και στη μακραίωνη μνήμη της φυλάσσει πράγματα που ο άνθρωπος, μόνος απέναντι στον εαυτό του, δεν κατορθώνει πια ούτε να κατανοήσει ούτε να ονομάσει. Ρωτώ, λοιπόν, τις λέξεις για το παρελθόν τους: για σημασίες που οι αιώνες απομάκρυναν από την καθημερινή μας συνείδηση, για συγγένειες που έπαψαν να είναι ορατές, για ίχνη παλαιών ανθρώπινων βιωμάτων που εξακολουθούν να επιβιώνουν στη μορφή, στον ήχο, ακόμη και στον τρόπο με τον οποίο οι λέξεις είναι πλασμένες. Γιατί όσο βαθύτερα βιώνει κανείς τα αισθήματά του, τόσο εντονότερη γίνεται η ανάγκη να αναρωτηθεί μήπως η γλώσσα τα γνώρισε πριν από εκείνον — και μήπως θυμάται γι’ αυτά κάτι που εμείς έχουμε πια λησμονήσει.

Συλλογίζομαι σήμερα την παράξενη εγγύτητα δύο πολωνικών λέξεων: cierpienie, «οδύνη, πόνος», και cierpliwość, «υπομονή». Η σύγχρονη γλωσσική διαίσθηση τις τοποθετεί σε διαφορετικές περιοχές της ανθρώπινης εμπειρίας. Η πρώτη ονομάζει τον πόνο· η δεύτερη, την αρετή της καρτερίας, της αυτοσυγκράτησης, της συμφιλίωσης με τον χρόνο. Κι όμως, η συγγένειά τους δεν είναι τυχαία. Η παλαιότερη σημασία του πολωνικού ρήματος cierpieć, «υποφέρω», δεν περιλάμβανε μόνο τη βίωση του πόνου, αλλά και το να υπομένει κανείς, να αντέχει, να ανέχεται εκείνο που δεν μπορεί να απομακρύνει αμέσως από τη ζωή του. Ο cierpliwy, ο υπομονετικός, δεν ήταν λοιπόν αρχικά τόσο εκείνος που ήξερε να περιμένει ήρεμα, όσο εκείνος που ήξερε να αντέχει. Η νεότερη γλώσσα απομάκρυνε σταδιακά τις δύο σημασίες· η ετυμολογία, όμως, διατήρησε τη μνήμη της αρχικής τους ενότητας: η οδύνη είναι αυτό που καλούμαστε να υπομείνουμε· η υπομονή είναι η δύναμη που μας επιτρέπει να το υπομένουμε.

Άρχισα, λοιπόν, να αναρωτιέμαι πώς θα μπορούσα να εξηγήσω αυτή την παράξενη συγγένεια σ’ έναν Έλληνα. Υπάρχει άραγε στην ελληνική μια ανάλογη περίπτωση — δύο έννοιες που σήμερα μοιάζουν απομακρυσμένες, σχεδόν ξένες μεταξύ τους, αλλά που, αν κατέβει κανείς στα βαθύτερα στρώματα της γλώσσας, ανακαλύπτει πως γεννήθηκαν από την ίδια ανθρώπινη εμπειρία; Η απάντηση έρχεται σχεδόν αμέσως και οδηγεί σε μία από τις βαθύτερες εννοιολογικές συγγένειες που έχει διαφυλάξει η ελληνική γλώσσα: πάσχω και πάθος.

Στη νέα ελληνική, πάσχω σημαίνει υποφέρω, νοσώ, δοκιμάζομαι· το πάθος, αντίθετα, δηλώνει τη σφοδρή επιθυμία, τη δύναμη ενός αισθήματος ικανού να κυριεύσει τον άνθρωπο. Στο σημερινό αυτί οι δύο λέξεις μπορεί να μοιάζουν μακρινές. Ιστορικά, όμως, κατοικούν στον ίδιο σημασιολογικό τόπο. Το πάθος ήταν πρωτίστως αυτό που παθαίνει κανείς — αυτό που του συμβαίνει, αυτό που υφίσταται· ένα γεγονός ή μια κατάσταση απέναντι στην οποία ο άνθρωπος δεν είναι μόνο δρων, αλλά και πάσχων.

Εδώ ακριβώς αρχίζει κάτι πολύ βαθύτερο από μια ετυμολογική περιέργεια. Η ελληνική γλώσσα έχει διατηρήσει μέσα στην ίδια τη λέξη πάθος τη μνήμη μιας παλιάς αλήθειας: υπάρχουν εμπειρίες που δεν τις δημιουργούμε απλώς εμείς· συμβαίνουν σ’ εμάς. Δεν είμαστε πάντοτε οι αυτουργοί όσων αισθανόμαστε· κάποτε γινόμαστε ο τόπος όπου αυτά συμβαίνουν. Το πάθος, επομένως, δεν είναι μόνο κάτι που ο άνθρωπος «έχει». Είναι και κάτι που τον βρίσκει, τον καταλαμβάνει, τον μεταβάλλει.

Η διαδρομή από το πάσχω — υφίσταμαι, υποφέρω, στο πάθος — αυτό που υφίσταμαι, και από εκεί στο σημερινό πάθος — σφοδρή επιθυμία, έντονο συναίσθημα, αποκαλύπτει μια ολόκληρη ανθρωπολογία κρυμμένη μέσα στη γλώσσα. Εκείνο που αισθανόμαστε βαθύτερα δοκιμάζει τα όρια της αυτονομίας μας. Ο άνθρωπος που κυριεύεται από πάθος δεν παραμένει απέναντί του απόλυτα κυρίαρχος. Υπό αυτή την έννοια, η ελληνική λέξη διασώζει κάτι που η σύγχρονη αντίληψη του πάθους έχει σχεδόν λησμονήσει: στο πάθος υπάρχει πάντοτε και κάτι από την παράδοση του εαυτού μας σε αυτό που αισθανόμαστε. Δεν στρέφω μόνο εγώ ένα συναίσθημα προς κάτι· και το συναίσθημα στρέφεται προς εμένα, ενεργεί επάνω μου, με μεταμορφώνει — και κάποτε με πληγώνει.

Η ίδια αρχαία συγγένεια αντηχεί στη συμπάθεια. Το συν- δηλώνει το μαζί, τη συμμετοχή· το πάθος, εκείνο που βιώνεται, εκείνο που παθαίνεται. Προτού η συμπάθεια καταλήξει να σημαίνει την εύνοια, τη στοργική διάθεση ή την έλξη προς κάποιον, στον βαθύτερο σημασιολογικό της πυρήνα υπήρχε το συμπάσχειν: η δυνατότητα να μετέχει κανείς σε αυτό που βιώνει ο άλλος. Και εδώ η γλώσσα μοιάζει να διασώζει μια ουσιώδη αλήθεια για την ανθρώπινη εγγύτητα: ότι το να πλησιάζεις πραγματικά έναν άνθρωπο δεν σημαίνει μόνο να τον κατανοείς, αλλά και να επιτρέπεις σε κάτι από το βίωμά του να γίνει, έστω για λίγο, και δικό σου.

Ακόμη πιο συγκλονιστική είναι η εγγύτητα ανάμεσα στο πάθος και το πένθος. Η βαθιά ιστορική τους συγγένεια μας οδηγεί σε μια διαίσθηση αρχαιότερη από τις σημερινές λεξικογραφικές διακρίσεις: η βαθιά προσήλωση και ο πόνος της απώλειας δεν ανήκουν σε δύο ξένες μεταξύ τους περιοχές της ανθρώπινης εμπειρίας. Είναι δύο δυνατότητες που γεννιούνται από το ίδιο γεγονός — από την ικανότητά μας να παραδινόμαστε σε ό,τι έχει αληθινή σημασία για εμάς. Μπορούμε να πενθήσουμε μόνο εκείνο που προηγουμένως είχε αποκτήσει τη δύναμη να μας αφορά βαθιά. Ίσως γι’ αυτό η γλώσσα θυμάται συγγένειες που η συνείδησή μας θα προτιμούσε κάποτε να λησμονήσει.

Η ελληνική γλώσσα, ωστόσο, διαφυλάσσει και μία ακόμη μεταφορά, για μένα ίσως την ομορφότερη απ’ όλες. Κρύβεται στο συγχωρώ και στη συγχώρεση. Το αρχαίο συγχωρέω συνδέεται με το χωρέω: υποχωρώ, παραχωρώ, επιτρέπω, δίνω τόπο. Στη σημασιολογική ιστορία του συναντούμε την παραχώρηση, τη συναίνεση, τη συγκατάθεση. Θα ήταν ετυμολογικά αφελές να ισχυριστούμε ότι το «συγχωρώ» σημαίνει κυριολεκτικά «κάνω χώρο για κάποιον». Κι όμως, η γλώσσα μάς επιτρέπει να ακούσουμε αυτή τη μεταφορά — και ως μεταφορά είναι σχεδόν αφοπλιστικά ακριβής. Το να συγχωρείς έναν άνθρωπο σημαίνει να επιτρέπεις ξανά τη δυνατότητα της παρουσίας του. Δεν σημαίνει να ακυρώνεις την πληγή. Δεν σημαίνει να ξεχνάς, ούτε να προσποιείσαι ότι αυτό που συνέβη έπαψε να έχει σημασία. Η συγχώρεση μπορεί να είναι κάτι πολύ δυσκολότερο: η άρνηση να ταυτίσεις οριστικά έναν άνθρωπο με την πληγή που σου προκάλεσε. Είναι η απόφαση να μην τον εξορίσεις αμετάκλητα πέρα από τα όρια εκείνου του χώρου μέσα στον οποίο μπορεί ακόμη να σταθεί απέναντί σου ως άνθρωπος.

Και ακριβώς εδώ η πολωνική και η ελληνική γλώσσα αρχίζουν, απροσδόκητα, να συνομιλούν. Η πολωνική cierpliwość, η υπομονή, διατηρεί μέσα της τη μνήμη τού να αντέχεις αυτό που δεν μπορείς να αλλάξεις αμέσως· η ελληνική συγχώρεση, τη μνήμη τού να παραχωρείς τόπο, να μην αποκλείεις οριστικά. Η πρώτη εγγράφει την ανθρώπινη εμπειρία στον χρόνο· η δεύτερη την τοποθετεί στον χώρο. 

 

Η υπομονή λέει: άντεξε τον χρόνο που δεν μπορείς να επισπεύσεις. 

 

Η συγχώρεση λέει: άφησε ανοιχτό τον χώρο που δεν είσαι υποχρεωμένος να κλείσεις.

Ίσως γι’ αυτό η ετυμολογία είναι κάποτε κάτι πολύ περισσότερο από την αρχαιολογία των λέξεων. Η γλώσσα διαφυλάσσει παλαιές ανθρωπολογικές διαισθήσεις πολύ καιρό αφότου εμείς έχουμε πάψει να τις συνειδητοποιούμε. Κάποτε αρκεί να κοιτάξει κανείς κάτω από την επιφάνεια δύο συνηθισμένων λέξεων για να ανακαλύψει μια σκέψη απροσδόκητα συνεκτική: ότι η εγγύτητα μας καθιστά ευάλωτους στον πόνο, ο πόνος ζητά υπομονή και η συγχώρεση χρειάζεται χώρο. Και για να μη χάσουμε τον άλλον μέσα στην πληγή που άνοιξε ανάμεσά μας, χρειαζόμαστε κάποτε και τα δύο: τον χρόνο που είμαστε ικανοί να υπομείνουμε και τον χώρο που είμαστε ικανοί να μην του στερήσουμε.

Αυτά τα τραγούδια γεννήθηκαν από πάθος και συμπάθεια, από τον πόνο της απώλειας και το πένθος, αλλά και από την ομορφιά που επέμεινε να υπάρχει ύστερα απ’ όλα. Μέσα από αυτά μαθαίνω σιγά σιγά να συγχωρώ και να έχω υπομονή απέναντι σε όσα ο χρόνος δεν έχει ακόμη καταφέρει να γιατρέψει μέσα μου.

bottom of page